Rzeźba dnia – popalternatywa Renty Przemyk

Nie chciałem pisać o tej płycie zaraz po jej premierze. Dałem sobie czas, żeby na spokojnie oswoić się z materiałem i po spędzeniu kilkunastu godzin z płytą nadal nie potrafię zaszufladkować tej pozycji. Słuchając utworu „Kłamiesz” nie można powiedzieć o nim inaczej, niż popowy, zaś utwór „Dwojedno” ukazuje nam dawny styl Pani Renaty. Stąd moje określenie płyty jako popalternatywna (choć mroczny utwór numer 10 „Wilk” zahacza nawet o dubstep).

Od strony technicznej płyta zrealizowana jest bardzo dobrze, ale patrząc na muzyków, którzy przyczynili się do powstania płyty nie można mieć wątpliwości co do jej jakości. Już w pierwszym utworze, który na samym początku swoim popowym bitem może nie zapowiadać niczego ciekawego, nagle możemy usłyszeć altówkę Tomasza „Kukush” Kukurby i…? Czy ktoś wyobrażał sobie orientalne brzmienie Kroke z rytmem generowanym na samplerze? Ja na pewno nie. Do tego ten charakterystyczny wokal i flet jaki można odnaleźć na płytach zespołu – poezja dla uszu. Do udziału zaproszeni zostali również muzycy z projektu Akustik Trio – panowie Błażej Chochorowski i Maciej Mąka – tu nie trzeba zbyt wiele się rozpisywać. Muzyka i słowa zostały napisane przez Renatę Przemyk, z dwoma wyjątkami, gdzie tekst został stworzony przez Annę Saraniecką – utwory „Raczej” i „Co tam niebo”.

Muzycznie album jest niespodzianką. Słuchacz nie odnajdzie tu spójnej stylistyki brzmieniowej. Każdy utwór to indywidualność – bardzo dobrze, że płyta jest zróżnicowana, ponieważ nie męczy monotonią a momentami wręcz zaskakuje. Nie brakuje też lirycznych i nastrojowych piosenek np. „Co tam niebo”. Różnorodność piosenek pozwala Renacie Przemyk pokazać jej kunszt wokalny – zróżnicowana ekspresja wokalna pomaga podkreślić przesłanie tekstów, jednocześnie pozwala słuchaczowi cieszyć się przepiękną barwą głosu i mnogością wyśpiewywanych rejestrów.

Po pięciu latach przerwy Renata Przemyk powraca ze zróżnicowanym albumem, wcale nie sentymentalnym i poetyckim jak wszyscy oczekiwali. Pozornie różne utwory tworzą spójną koncepcyjnie całość. Z utworu na utwór płyta rozwija się, wprowadza w niesamowity i energetyczny klimat, by ostatecznie się uspokoić i odejść w mrok utworem „Życie bez”. „Rzeźba dnia” zaskakuje i nie pozwoli nikomu obojętnie się do niej odnieść.[dt_gap height=”1″ /]

Na koniec słowa samej Renaty Przemyk o jej nowej płycie: [dt_quote type=”blockquote” font_size=”normal” animation=”none” background=”plain”]
„Rzeźba dnia” to piosenki o tym co jest teraz, dokładnie w tym momencie życia. Na serio i na żarty. Szeptem, loopem, z piersi, z głowy, na wiele instrumentów, kota, wilka i kobietę. O tym co jest z nami, ze światem wokół, między ludźmi bliskimi i wszystkimi innymi. Wszystko co nam się przydarza i to co wybieramy każdego dnia sprawia, że jesteśmy tacy a nie inni. Dzień, który sobie „wyrzeźbiliśmy”, ludzie i sytuacje, które próbujemy ulepić według własnego pomysłu i gustu- zadowalają nas albo nie – ale to co jest – jest takie tylko dziś! Kochanek dotykając namiętnie wymarzoną kobietę miłosnymi gestami rzeźbi ją na podobieństwo swojego ideału. Jutro wyrzeźbi tę samą ponownie albo inną. Kłamstwo bywa traktowane jako środek artystyczny w rzeźbieniu życia – dziś będzie piękne! Są też tacy, którzy przedkładają etykę nad estetyką. Możemy oszukiwać siebie albo innych. Kłamać pięknie albo słabo. Albo nie robić nic – ważne, żeby to była nasza decyzja. Wtedy nie ma podstaw do pretensji. Wtedy jest prawda o nas samych. Możemy też zwyczajnie fantazjować. Możemy latać naprawdę albo tylko udawać. Możemy tak dawać słowo, żeby nie mieć go już dla siebie. Możemy brać albo być brani. I nie od nas zależy jak ładni jesteśmy w łóżku czy w grobie, ale od tego jak ta druga osoba patrzy i jak żywa jest nasza miłość. Bo ważna jest prawda i miłość. Ta pierwsza jest często ukryta i czasem łatwiej stworzyć własną. Ale jeśli ta druga nie jest kompletnie ślepa to dojrzy tę najpiękniejszą część w życiu i w ukochanej osobie a resztę otoczy niepozbawioną czułości refleksją, że jutro będzie lepiej „wyrzeźbioną” wersją dziś. Kto rzeźbi z miłością będzie miłością nagrodzony. Nie tylko miłością własną.”[/dt_quote]

[ źródło: http://www.renataprzemyk.art.pl ]

Nordost Valhalla – zimny perfekcjonista

 

 

nordost valhalla

kabel głośnikowy nordost valhalla

 

Dzięki gościnie Marka, szczęśliwego posiadacza dzielonego systemu ARC/BAT mieliśmy z Jackiem okazję wspólnie posłuchać jak brzmi uznawany przez wielu za wzorzec kabla głośnikowego Nordost Valhalla, prawdziwa i niekwestionowana legenda hi-endu. Było to moje drugie podejście do tego kabla głośnikowego. [dt_quote type=”pullquote” layout=”left” font_size=”big” animation=”fade” size=”10″] Posiadałem go przez okres około roku w systemie opartym o lampy 6550 i przyznam szczerze, czegoś mi w jego brzmieniu brakowało. Niby wszystko było na swoim miejscu, ale jednak wokale brzmiały jakoś mało przekonująco, barwy wydawały się jakby nieobecne… [/dt_quote] Olśnienia doznałem dopiero podczas ostatnich naszych wspólnych odsłuchów. System oparty o przedwzmacniacz BAT VK-51 SE oraz końcówkę ARC na lampach KT120 zabrzmiał całkowicie inaczej niż miałem w pamięci. Kolejny raz potwierdziło się, że tam gdzie w systemie gra urządzenie BAT musi znajdować się co najmniej jeden kabel Nordosta. Synergia, którą tworzą te urządzenia jest niewiarygodna. Nie chcąc budować napięcia jak w filmach Hitchcocka napiszę od razu, Nordost Valhalla jest jednym z najlepszych znanych mi kabli głośnikowych.

Prezentacja wszelkich aspektów związanych z dynamiką jest absolutnie wzorcowa. Bas Valhalli jest ekstremalnie szybki i kontrolowany, wybrzmiewa bardzo szybko. Jest on wolny od jakichkolwiek pogrubień, rezonansów i schodzi w bardzo niskie zakresy subpasma. Subiektywnie odnosi się wrażenie, że basu jest mniej niż w przypadku innych topowych kabli, ale jest to jedynie sugestia wynikająca z fenomenalnej szybkości i braku wspomnianych dodatkowych atrakcji. Średnica jest ekstremalnie czysta i przejrzysta, słychać najdrobniejsze szczegóły lokalizacyjne, szelesty i inne mikrodetale. Całościowo jej barwę określiłbym jako totalnie przezroczystą i pozbawioną własnego charakteru. Tego typu wzorzec może się okazać mało strawny dla osób lubiących ewidentne docieplenie tego zakresu. Raczej unikałbym zestawienia tego kabla z chłodno i jasno brzmiącą elektroniką. Wysokie tony są czyste i detaliczne, w tym obszarze ujawnia się przewaga Valhalli na drugim od góry modelem czyli Tyrem. W bezpośrednim porównaniu Tyr nie jest aż tak detaliczny i otwarty w zakresie najwyższych rejestrów, czuć też że są one mniej dopieszczone, jakby lekko spiłowane, przybrudzone. Valhalla jest wolna od tego typu przypadłości.

Całościowo jest to kabel o wzorcowej równowadze tonalnej, wszystkie zakresy prezentowane są niesamowicie liniowo i neutralnie. Jedynym aspektem dźwięku, który może wzbudzić pewne nie tyle wątpliwości co dyskusję jest prezentacja sceny. Jak na kable z domieszką srebra przystało jest ona nieograniczona na boki i rozciąga się daleko w tył. Wydarzenia prezentowane są z dużej odległości, brakuje natomiast trochę bliższego kontaktu z muzykami, ich wejścia do pokoju odsłuchowego. Bezpośrednio porównywany Kimber KS 3035 zagrał z zupełnie inny sposób, wyraźnie bardziej wprzód w stronę słuchacza. Różnica była odczuwalna zwłaszcza przy odsłuchu wokali, KS 3035 dosłownie umieszczał wokalistę w pokoju, przy czym wprowadzał nieco swojej własnej interpretacji, podczas gdy Valhalla pokazywała go z większego oddalenia, ze znacznie większym naciskiem na rzetelność techniczną i barwową. Na Selekcie dało się wyczuć przewagę w zakresie emocji zawartych zwłaszcza w żeńskim wokalu, natomiast męski miał już swoiste podkolorowanie, taką emfazę, coś w rodzaju lekko sterydowego nalotu na dole, od której wolna była Valhalla. Wybór pomiędzy oboma kablami pozostaje oczywiście kwestią preferencji. [dt_quote type=”pullquote” layout=”right” font_size=”big” animation=”fade” size=”10″] Podsumowując, jest to wybitny kabel do systemów o lampowym rodowodzie. Jeden z kilku najlepszych na rynku.[/dt_quote]

W skrócie:

PLUSY:

+ wzorzec szybkości i rytmiczności
+ referencyjna kontrola dźwięku w całym paśmie
+ wzorcowo równy bas o nieograniczonej kontroli w całym paśmie i niskim zejściu
+ przezroczystość akustyczna
+ referencyjna neutralność
+ przejrzystość i czystość
+ nieograniczona w tył i na boki scena dźwiękowa

[dt_gap height=”10″ /]

MINUSY:

– brak subiektywnie odbieranego ciepła

[dt_gap height=”10″ /]

System testowy:

ARC Reference CD7 (upgrade do 8), BAT VK-51 SE, ARC Reference 110 na lampach KT120, JBL-Ti 250, kable Kimber KS, zasilanie Acoustic Zen Absolute, Electraglide Epiphany X, Electraglide Ultra Khan MkII

 valhalla-speakercable-bananaterminations valhalla-speakercable-spadeaterminations